Jak cieszyć się sportem, kiedy wokół tyle mówi się o dyscyplinie, wynikach i przekraczaniu własnych granic? Robert Konecki z Tutaj Podcast dzieli się swoją zmianą podejścia do treningu.
W amatorskim sporcie, szczególnie tym w męskim wydaniu, zwykle dużo jest o niezłomności, żelaznej dyscyplinie, twardych celach i osiąganiu jak najlepszych rezultatów. Jest mierzenie tętna, liczenie każdego kroku i kilometra oraz ciągłe poszukiwanie coraz wydajniejszego sprzętu.
Zazwyczaj nie pozostaje tam wiele miejsca na gorszy dzień i odpuszczenie treningu. Albo na spontaniczną zmianę planów i pójście na lody zamiast na siłownię.
I nie zrozumcie mnie źle: wielu osobom taka właśnie żelazna rutyna jest potrzebna! Stały plan pozwala im trenować bez codziennego zastanawiania się, czy mają na to ochotę. Pomaga utrzymać się na właściwym szlaku treningowym i z niego nie zbaczać.
Przez wiele lat sam byłem tą osobą.
Czy można trenować regularnie i mieć więcej luzu?
Chciałbym się dzisiaj z Wami podzielić moim odkryciem: da się inaczej. Jako facet mogę być w regularnym treningu, ale jednocześnie bardziej się tym sportem cieszyć.
Zamiast myśleć wyłącznie o celach w przyszłości, mogę bardziej być w chwili i mieć radość z ruchu oraz ludzi wokół mnie.
No właśnie, ludzi wokół. To oni okazali się dla mnie ważną częścią tej zmiany.
Kiedy każdy trening staje się walką ze sobą
Przez lata wybierałem sporty, które wymagały ode mnie bycia samym ze sobą. Chodziłem na siłownię, pływałem, biegałem półmaratony, ukończyłem triathlon na dystansie ¼ Ironmana. Przez kilka lat uprawiałem też crossfit i traktowałem go bardzo poważnie.
Mimo że często trenowałem w grupie, tak naprawdę wszystko robiłem „sam”. Każdy trening był moją walką z samym sobą.
Aż wreszcie poczułem, że potrzebuję zaprosić do mojego sportowego świata inną, bardziej ludzką energię.

Co zmieniły wspólne treningi?
Kiedy przerzuciłem się na bardziej „społeczne” sporty, acroyogę i brazylijskie jiu-jitsu, odkryłem, że mogę dzielić swoje treningowe smutki i radości z innymi ludźmi. Że możemy razem się sportowo rozwijać.
Cóż to była dla mnie za zmiana!
Pojawiła się też chęć wystartowania w zawodach brazylijskiego jiu-jitsu i pojechania na nie wraz z moim teamem. Nadal mam więc sportowe ambicje. Teraz ważną częścią tego doświadczenia jest również to, z kim je dzielę.
Wraz z zaproszeniem do mojego sportu innych ludzi przyszedł do mnie większy luz. To był efekt, którego wcześniej się nie spodziewałem.
Czy mogę odpuścić trening bez wyrzutów sumienia?
Okazało się, że mogę odpuścić sobie trening, gdy gorzej się czuję, i nie traktować tego jak osobistej porażki. Mogę też pójść na zajęcia i być na nich kompletnie do bani.
Mam prawo do dnia, w którym coś mi nie wychodzi. Do mniejszej energii. Do tego, żeby czasem zmienić plany.
Wcześniej trudno było mi zostawić na to przestrzeń. Dziś regularność oznacza dla mnie również umiejętność wracania do swojej rutyny, kiedy na chwilę z niej wypadnę.
Dieta i suplementacja też mogą stać się źródłem presji
Ten sam mechanizm dotyczył mojej diety i suplementacji. Zawsze narzucałem sobie presję, żeby jeść zdrowo i w sposób zbilansowany, pilnując makroskładników.
Do tego dochodziła regularna suplementacja stanowiąca uzupełnienie diety. Jej kilkudniowe zaniedbanie potrafiło doprowadzić mnie do niekończących się wyrzutów sumienia.
Dziś dalej staram się o to wszystko dbać. Gdy jednak chwilowo „wypadnę z obiegu”, nie karzę się za to. Po prostu wracam do swojej rutyny i znowu staram się cieszyć sportem.
Jak wygląda moja zmiana podejścia do sportu?
|
Wcześniej |
Dziś |
|
Trening był przede wszystkim walką z samym sobą. |
Więcej radości daje mi wspólny ruch i rozwijanie się z innymi. |
|
Skupiałem się głównie na przyszłych rezultatach. |
Zauważam też przyjemność z tego, co robię w danej chwili. |
|
Trudno było mi zaakceptować słabszy dzień. |
Pozwalam sobie na trening, na którym nie wszystko wychodzi. |
|
Wypadnięciu z rutyny towarzyszyły wyrzuty sumienia. |
Wracam do swoich nawyków bez karania się za przerwę. |
Posłuchaj rozmowy w Tutaj Podcast
To moje doświadczenie. Być może najlepiej służy Wam szczegółowy plan i jasno określony cel. A może, tak jak ja, potrzebujecie zaprosić do swojego sportowego świata więcej ludzi i swobody.
Życzę Wam zdrowej, radosnej i pełnej luzu relacji ze sportem. Takiej, w której chce się wracać na kolejny trening.
Więcej o naszej relacji ze sportem posłuchasz w odcinku Tutaj Podcast: „Sport nie musi boleć: o ruchu bez presji, celów i liczb”.
Rozmawiamy w nim o presji wyników, liczeniu kroków i momentach, w których ruch przestawał nas cieszyć. Dzielimy się też tym, co pomogło nam zmienić podejście.